Macierzyństwo, hm...

Jak parę lat temu urodziłam córkę, jedna z "koleżanek", tak na oko ze 30 alt starsza, podarowała mi, dla córki, oczywiście,  w prezencie kołyskowym śpioszki i kartkę z życzeniami. Życzeń w niej co prawda nie było, ale była złota myśl, miej więcej tak brzmiała: pamiętaj, że Twoje dziecko nie jest takie jak ty, nie jest twoją własnością, jest ci dane tylko na chwilę, na wychowanie, na przechowanie zanim pofrunie w świat. Pomóż mu być pełnowartościowym człowiekiem.
wtedy nie zrozumiałam dokładnie co autor miał na myśli....
Dzisiaj, po paru ładnych latach ponoszenia  trudu macierzyństwa już chyba wiem, a może raczej rozumiem czego dotyczyła ta złota myśl, z dziecięcej kartki, którą ciągle mam w pamięci i często wspominam.
Są dzieci milutkie i wesołe, są cichutkie i grzeczniutkie, usłuchane, są niegrzeczne rozbójniki, które wszędzie wejdą, skoczą i grają zatroskanym rodzicom na nosie, są nadpobudliwe brzdące i apatyczne misiaczki i są też takie jak moje: uparte, niedopuszczające do siebie niczego innego niż ich własne zdanie i pomysł.
I jak takiego wychowywać? Patrzeć jak się parzy? Pozwalać na błędy, niech doświadcza po swojemu, a jednak być tuz za plecami, pocieszać, wysłuchiwać, w końcu utulać.
Pewnie tak, ale ... myślałam, że takie coś to dopiero w wieku dojrzewania, jak nastolatek zacznie poznawać świat...
Siedem lat to zdecydowanie jeszcze przecież nie ten wiek. A jednak....
tylko ile dobrych wskazówek, rad i mądrych pocieszeń dotrze do siedmiolatka. Ile z tego zapamięta, wyniesie. I w końcu jak trudno jest patrzeć jak  przez upór, własny bunt i dla zasady nie bo nie, ponosi przykre konsekwencje. Po swojemu poznaje świat... aja jestem.
Takie to trudne.
Macierzyństwo....piękne, wzniosłe i stanowiące istotę, ale trudne, tak bardzo trudne...

Komentarze

Popularne posty